Tłum i jednostka

Dwie wcześniej opisane zasady oceny pozostają, jak się zdaje, w jawnej sprzeczności z owymi, już pokrótce dotkniętymi, punktami widzenia, które zachowanie się jednostki względem ogółu innych ludzi, więc względem tłumu, uważają za decydujące dla jego wartości etycznej. Niemało bowiem znajdzie się myślicieli, którzy na wszystkie nasze dotychczasowe wywody gotowi są odpowiedzieć: „Wszystko to stanowi dopiero jedną połowę moralności; dotyczy ona jedynie osobnika, jest to tak zwana etyka osobnicza (indywidualna), pewien rodzaj higieny duchowej, czyli, jak się zwykle wyraża sokratyk, jest to wymóg sprawiedliwości dla siebie samego; ale obok niej powinna stanąć sprawiedliwość względem innych, tak zwana etyka społeczna. Człowiek, pozostający w stanie równowagi wewnętrznej, zarówno może być opryszkiem, jak męczennikiem. My zaś wymagamy też po dobrym człowieku, żeby nie targnął się na życie, własność i cześć swoich bliźnich; owszem, żeby się okazał pożytecznym dla nich, a więc dla ogółu społeczeństwa. A to określenie dotychczas zupełnie było pominięte“. Na to nasamprzód odpowiadamy: „My zaś wymagamy też po dobrym człowieku“ – ale któż to owi „my“? Jeśli to „my“ ma oznaczać etyka, to musimy zaprzeczyć uprawnieniu owego wymogu, jako absolutnego i bezwarunkowego. Jeśli zaś ma oznaczać tylko sam tłum, to chętnie się zgadzamy. Prawda, tłum wymaga, żeby jednostka nie przynosiła mu uszczerbku, lecz korzyść. Nikt też nie może odmówić mu prawa do tego wymagania. Nikt przeto nie może mu wziąć za złe, jeśli wymaganie to popiera obietnicami i groźbą, nagrodą i karą, pochwałą i naganą. Ale wolna nauka nie ‚jest na usługach tłumu. Nie ma więc ani prawa, ani powodu do przyjmowania tych wymagań tłumu ni stąd ni zowąd za własne. Powinna raczej na stosunki między jednostką a społeczeństwem patrzeć zupełnie bez uprzedzeń z góry powziętych. A wtedy, postawiwszy kwestię w ten sposób, położywszy nacisk na przeciwieństwie między jednostką a społeczeństwem, musi przyznać, że jak z jednej strony tłum ze swego stanowiska ma prawo wymagać zupełnego poddania się jednostki jej celom, tak również z drugiej strony i jednostka ma prawo do odrzucenia tego żądania. Boć jednostka bezpośrednio powoduje się tylko takimi pobudkami, które jej samej dotyczą; nie może ona, podobnie jak i tłum, wyjść ze swej skóry. Musi koniecznie na stosunek swój do niego zapatrywać się z własnego punktu widzenia. A z tego punktu widzenia tłum jej się przedstawia jako istota nader potężna, która przystępuje do niej z pewnymi żądaniami, opartymi na nader skutecznych środkach przymusowych, którymi rozporządza. Tłum więc ostatecznie dla jednostki tylko wchodzi w rachubę, o ile jego środki potęgi i przymusu nad nią mają przewagę. A to znaczy: jednostka tylko o tyle powinna zadość czynić owym wymaganiom, o ile owe środki mogłyby jej wyrządzić zło prawdziwe, zachwiać jej wewnętrzną równowagę. Większości ludzi zdarzać się to będzie w rzeczy samej w szerokich rozmiarach, a pokąd i o ile to się zdarzać będzie, dopóty i o tyle będzie to rzeczywiście z prawdziwym dobrem duchowym człowieka, jeśli się podda owemu wymaganiu, jeśli więc będzie pożyteczny dla tłumu. Innymi słowy: sprawiedliwość względem innych nie jest dla dobrego człowieka osobnym i niezależnym obowiązkiem, lecz jest jedynie częścią składową sprawiedliwości dla siebie samego. Gdyby zaś miał zajść wypadek starcia między tymi dwiema sprawiedliwościami; gdyby ktoś przez całą swą osobowość był zmuszony do pewnego postępowania i gdyby był przekonany, iż wszystkie środki przymusowe, jakimi społeczeństwo rozporządza, nie zdołają zachwiać jego wewnętrznej równowagi, iż z wewnętrznym spokojem duszy mógłby znieść pogardę publiczną, kary publiczne, a nareszcie i śmierć; iż przeciwnie zaniechanie owego postępku wstrząsnęłoby całą jego równowagę wewnętrzną: wtedy jako człowiek dobry powinien bez wahania usłuchać głosu swego ducha, głosu sumienia, a owe następstwa mężnie przyjąć na siebie.

Tak powinna sądzić wolna nauka, jeśli chce być bezstronną, prawdziwie przedmiotową. A jakże moglibyśmy nie zgodzie się na ten sąd? My, którzy jako najdoskonalszy wzór czcimy Sokratesa, który uczniom swym I przykazał żeby nie dbali o mniemanie tłumu, Sokratesa, który postępował swą drogą w świadomym przeciwieństwie do tłumu, Sokratesa, którego tłum wyśmiał, skazał, zabił? W tym sporze mielibyśmy stanąć po stronie tłumu? Tego nie uczynimy!