Świadomość i osobowość

Aby jednak osiągnąć jakie takie zrozumienie natury świadomości i osobowości, jest rzeczą niezbędną najpierw rozpatrzyć i uporządkować treść pierwszej. Przy tym możemy pójść śladem nowszej psychologii empirycznej o tyle, o ile ona dąży do sprowadzenia wszystkich faktów świadomości do jednego pierwiastki; a jeśli ona dla tej pierwiastkowej i zasadniczej formy wszelkiej świadomości używa terminu „czucie“, to i przeciwko temu nie mamy nic do nadmienienia. Wszelako sądzimy, że tego czucia nie należy, jak to najczęściej się dzieje, wyobrażać sobie na modłę czucia zmysłowego, lecz raczej na modłę naszych uczuć. Uczucia bowiem dla nas stanowią pozostałość najdawniejszych, najpierwotniejszych objawów świadomości. To mniemanie tutaj pokrótce wyłożymy i uzasadnimy.

Uczucie zajmuje środek pomiędzy bierną, wrażliwością (percepcją pasywną) a czynnym oddziaływaniem (reakcją aktywną). Uczestniczy ono w postrzeganiu w najszerszym znaczeniu tego wyrazu, o ile że podaje nam jakąś treść, oraz w czynności w najobszerniejszym sensie, o ile że ma w sobie coś z popędów. Z jednej bowiem strony wykazuje pewne powinowactwo z naszymi wrażeniami zmysłowymi, ponieważ np. w uczuciu żgącego bólu żganie w podobny nam się przedstawia sposób, jak świecenie w wrażeniu świetlnym; z drugiej strony wykazuje również wielkie podobieństwo do naszych pożądań, ponieważ np. w uczuciu głodu zawarte już jest i pożądanie pokarmu. A mianowicie podobieństwa te są większe z niższymi formami wrażeń zmysłowych i pożądań (powonienie, smak; popęd, żądza), niż z wyższymi (wzrok – wola). Sądzimy, iż ten podwójny stosunek podobieństwa nie może ujść uwagi nikogo, który bacznie zważa na swe uczucia, pozostające w związku z pożywieniem i rozmnażaniem się. Jeśli zaś już samo to stanowisko .pośrednie uczuć naprowadza nas na domysł, że one właśnie mogą być korzeniem i pierwotną formą wszelkich faktów naszej świadomości, to inne roztrząsania, zwłaszcza dotyczące dziejów rozwoju świadomości, jeszcze bardziej nas popychają w tym kierunku. Dziś odróżniamy nerwy czucia (sensoryczne) i nerwy ruchu (motoryczne). Lecz według wszelkiego prawdopodobieństwa i analogii, w rozwoju ustrojów żywych musiała być faza, w której wprawdzie już istniały wytwory podobne do nerwów, ale jeszcze w ten sposób nie były zróżniczkowane. Takiemu zaś stanowi systemu nerwowego oczywiście musiał odpowiadać taki stan świadomości, który również nie dawał się jeszcze rozdzielać na wrażenia i popędy, lecz zawierał w sobie jeszcze nierozdzielne zaczątki jednych i drugich. A z takich stanów znamy jedynie tylko uczucia.

Rzecz tę możemy rozważać i w ten sposób, że spróbujemy wyczytać z własnego doświadczenia stany świadomości najprostsze,, najpierwotniejsze, najbardziej zbliżone do brzasku, w jakim na pewno musiały być pogrążone zaczątki świadomości. Wtedy się przekonamy, iż chcąc dotrzeć do tych stanów, trzeba z jednej strony od wyraźnego wrażenia barw poprzez proste wrażenie świetlne zejść aż do mglistego poczucia jasności, a z drugiej strony od zamierzonej czynności poprzez prostą ślepą żądzę aż do nieokreślonego popędu, tak że obydwa szeregi zdają się schodzić w dziedzinie niejasnych uczuć, jako proste, niewyraźne poruszenia.

Na koniec zwrócimy uwagę jeszcze i na to, że wszelki inny wywód naszych władz rozbija się o antynomię (konieczną sprzeczność), jak się zdaje, nierozwiązalną. Z jednej bowiem strony rzecz przedstawia się tak, jakby czynna strona ustrojów musiała też powodować postęp ich władz postrzegawczych, skierowując je do coraz dokładniejszego poznawania rzeczy zewnętrznych w tym celu, ażeby owa strona czynna w nich i przez nie mogła coraz to lepiej zaspakajać swe potrzeby; a z drugiej zaś strony mogłoby się wydawać, jakoby na odwrót te potrzeby wciąż się różniczkowały i wysubtelniały tylko w miarę tego. Jak władza postrzegawcza stawia im przed oczyma ich przedmioty coraz to wyraźniej i jaśniej. Dla tej antynomii naszym zdaniem jedno tylko może istnieć rozwiązanie: przypuszczenie pierwotnej jedności postrzegania i popędu, ich początkowego zlania w nieokreślonym stanie poruszenia, a za tym w czuciu, podobnym do uczucia.

Z tego czucia, jak sądzimy, rozwinęły się z jednej strony wrażenia zmysłowe i wyobrażenia, a z nich znowu wywieść można wszelkie bardziej zawiłe operacje myśli; a z drugiej strony rozwinęły się z niego pożądania i wola, w ten sposób, iż pierwsze ukazują nam rzeczy zewnętrzne przynajmniej w dalekiej zgodności z prawdą, a ostatnie dozwalają nam wywierać na nie również daleki wpływ.

A za tym w świadomości możemy odróżniać trzy strony: myślenie, czucie i wolę, które w gruncie rzeczy zgadzają się z trzema zasadniczymi władzami starej „racjonalnej“ psychologii.

Jako następstwo wspólnego pochodzenia tych trzech stron życia psychicznego możemy też uważać godną uwagi zgodność praw, które niemi rządzą, a które teraz musimy rozważać, ponieważ one nam wskażą drogę do odróżnienia świadomości i osobowości. Dla dokładności jednak rozważać będziemy te prawa z osobna na każdej z trzech dziedzin. Naturalnie zapominać o tym nie należy, że ten rozdział jest tylko idealny, nie tylko dlatego, iż czucia trzech grup pozostają z sobą w ożywionym stosunku wpływów wzajemnych, lecz nadto, ponieważ często, jeżeli nie zawsze, wyobrażenie, czucie i pożądanie w stosunku do tej samej podniety zewnętrznej równocześnie pojawiają się w świadomości, a więc stanowią tylko trzy stosunki świadomości do tego samego przedmiotu, w rzeczywistości właśnie tylko trzy strony jednej psyche ludzkiej. Niemniej przeto, jak sądzimy, nasz wywód przez ten podział zyska tylko na przejrzystości.