Odporność osobowości

Zarówno zło duchowe, jak i osobowość, składają się z faktów świadomości. A każdy taki fakt, jak widzieliśmy powyżej, podwójną ma dążność: dążność do zachowania siebie i dążność do zmienienia innych faktów świadomości w swoim kierunku. To zjawisko naprowadza nas na myśl, iż to, co pojedynczemu faktowi świadomości odpowiada w dziedzinie fizjologicznej, może być, mówiąc ogólnie, pewnym stanem ruchu; bo taki stan wykazuje również te samą podwójną dążność: dążność do trwania dalszego, oraz dążność do przeniesienia własnego stanu ruchu na masy sąsiednie. Czy ta myśl odpowiada prawdzie, czy nie w każdym razie takie cząsteczki mas, znajdujące się w ruchu, nastręczają nam dla faktów świadomości stosowny obraz. Widzieliśmy zaś, że osobowość wytwarza się przez ciągłe przyswajające przyjmowanie faktów świadomości; możemy więc wyobrazić ją sobie jako mnóstwo cząsteczek, pozostające w takim stanie ruchu, iż ruchy pojedynczych cząsteczek są zgodne między sobą, tj. iż w całym systemie panuje stan równowagi. A ten stan równowagi z góry może przechodzić wszelkie stopnie, od największej niestałości aż do zupełnej stałości, tj. może być zachwiany już przez najmniejszy popęd zewnętrzny, albo też może się nie zmieniać nawet wskutek największego; może być podobnym albo do drążka, utrzymywanego w równowadze na końcu palca, spadającego już za najmniejszym dotknięciem, albo do zawieszonego wahadła, które nawet po najsilniejszym popchnięciu powoli wraca na powrót do swego poprzedniego stanu spoczynku W miarę tego, jak osobowość bardziej się zbliża do stanu jednego lub drugiego, staje się też oczywiście mniej lub więcej narażoną na zło, tj. na zmianę.

Rzecz jasna przecież, że zwykle stan równowagi osobowości nie będzie zupełnie niestałym; to jej zapewnia już sama przez się wielka rozciągłość systemu, utworzonego z nieskończonej ilości wrażeń. I w samej rzeczy, jeśli spytać zechcemy doświadczenia, dojdziemy do przekonania, że ogromna większość łudzi nawet najbardziej niespodziewane, najboleśniejsze i najbardziej wstrząsające wrażenia przezwycięża w krótkim stosunkowo czasie, nie podlegając żadnemu głębszemu przeobrażeniu umysłowości uczuciowości albo charakteru; owszem, takie przeobrażenie należy do tak rzadkich wypadków, że owe trzy własności zasadnicze zwykle uchodzą wprost za niezmienne. W rzeczywistości też niebezpieczeństwo zmiany dla osobowości mniej zagraża ze strony przeważnego wpływu pojedynczych wypadków, jak raczej od sumy drobnych oddziaływań wpływów powszednich, ponieważ każdy z nich, przyjmowany i przyswajany osobowości, wywiera na nią pewne, choć nieznaczne oddziaływanie, przez co te oddziaływania, powtarzając się niezliczoną ilość razy, z czasem mogą się tak wzmocnić, iż z tego z biegiem czasu może wyniknąć zupełne przeobrażenie osobowości.

Z tych rozmyślań jednak wynieść też możemy i pewną pociechę. Bo przypuściwszy, iż trudno było by nam się przekonać o tym, że nawet najlepiej urządzony system duchowy w pewnych warunkach może się opierać przemożnemu wpływowi ogromnych wstrząśnień, to teraz ta trudność prawie zupełnie upada, kiedyśmy się przekonali, że nie od jednorazowego natarcia zagraża równowadze osobowości największe niebezpieczeństwo, lecz że dla niej momentem rozstrzygającym jest jej stosunek do drobnych wrażeń życia codziennego. Jeśli bowiem naprzód, opierając się na doświadczeniu, obserwować będziemy ludzi pod względem tego stosunku, to znajdziemy największą rozmaitość. Widzimy, że jeden za każdą drobnostką od razu wybucha; lecz również widzimy, jak inny wszelakie przykrości przyjmuje z pogodną twarzą. Spostrzegamy, jak jeden rozpruwa sobie żyły, dostawszy zły stopień w szkole; jak traci wiarę w ważność całego doświadczenia życiowego, ponieważ stół bez widocznej przyczyny podnosić się zdaje w powietrze; widzimy, jak najdroższe swoje ‚interesy i ideały poświęca dla przemijającego kaprysu.

Ale widzimy również, że inny poddaje się bez drgnięcia najboleśniejszym operacjom chirurgicznym; że przez doświadczenia najbardziej zdumiewające nie zostaje zachwiany w wyrobionych swych poglądach; że gwroli przekonaniu bierze na siebie nie tylko prześladowanie, więzienie i śmierć, lecz nawet pogardę publiczną, A na tej drodze, utorowanej przez doświadczenie, z konieczności dochodzimy do wniosku, iż stan zupełnie stałej równowagi w osobowości nie może być niezgodnym z przyrodą ludzką, jeśli w naszym tak ciasnym zakresie obserwacyjnym napotykają się tak liczne i daleko sięgające przybliżenia do niego.

Lecz i teoretycznie dochodzimy do podobnego wyniku. Wprawdzie dla każdego człowieka, rzeczywiście żyjącego, może istnieć pewna suma doświadczeń niewyjaśnionych, bólów trwałych i silnych, żądz piekących, trwających przez całe życie, pod których ciężarem rozum mógłby być zwichnięty, uczuciowość spaczona, charakter złamany, słowem, równowaga duchowa mogłaby być zachwiana; ale z tego tylko to wynika; że każda pojedyncza indywidualność, dana w rzeczywistości, pozostaje w tyle za ideałem. Nigdzie jednak nie dostrzegamy granicy, poza którą postęp w tym kierunku byłby niemożliwym; nigdzie nie dostrzegamy punktu, którego by dalszy rozwój nie mógł znów przekroczyć. Tak więc w tym szeregu spostrzegamy wszelkie cechy możliwego nieskończonego postępu, szlaku, który prowadzi na koniec do ideału, choć rzeczywiście jeszcze nie osiągniętego, lecz możliwego do osiągnięcia.

Rzućmy jednak jeszcze spojrzenie na długi szereg prawdziwych wzorów, na wielu stoików, na Epikura, na Arystypa z Cyreny, na Dyogienesa z Synopy, a nareszcie na samego Mistrza naszego; uprzytomnijmy sobie owe nieśmiertelne obrazy; Sokrates przed sądem, Sokrates w więzieniu, Sokrates umierający, a odnajdziemy tam takie lekceważenie spraw zewnętrznych, takie wyzbycie się wszelkiej troski i taką pogodę, a nawet tak obfite źródło kipiącej swawoli, że i na nas spływać będzie pocieszająca, i zagrzewająca serce otucha, iż i wśród ludzi, rzeczywiście żyjących i chodzących po ziemi, mogą niektórzy, choćby w przybliżeniu dochodzić do ideału.

Roztrząsanie kwestii, jak jednostka w kierunku ideału stałej równowagi może się wydoskonalić, tj. jaką wewnętrzną zawartość osobowości można wywieść z owego formalnego wymagania równowagi stałej, będzie przedmiotem naszej trzeciej części. W tym miejscu chcieliśmy tylko wykazać, iż to wymaganie nie jest niezgodne z przyrodą człowieka: a tego dowodu, jak mniemam, w poprzednich wywodach dostarczyliśmy. Przez to zaś wykazaliśmy możliwość, iż człowiek może się znajdować w podobnym stanie, ponieważ to, co stanowi właściwą jego wartość, tj. jego osobowość, nie może doznawać żadnej zmiany, z nią niezgodnej, a więc żadnego uszczerbku. A za tym dokonaliśmy zadania, jakieśmy podjęli w tej drugiej części, wykazawszy, że my także jeszcze, pomimo wszelkich zmian w poglądach naukowych, wraz z Sokratesem możemy powiedzieć: „Dla dobrego człeka zło nie istnieje, ani za życia, ani po śmierci“.