Obowiązki i normy moralne

Ci, którzy za cnotę uważają przestrzeganie przykazań boskich, z natury rzeczy wyłączają się z naszego roztrząsania. Albowiem mniemanie, iż jakiekolwiek przykazania pochodzą od Boga, jest przypuszczeniem metafizycznym (nadzmysłowym), które nie może dotyczyć istoty cnoty. Ta istota raczej okaże się z samej zawartości owych przykazań, a wedle tego, czy te przykazania nakazują określony stan wewnętrzny, czy też pewne sposoby postępowania zewnętrzne, mniemanie to podpadać będzie pod jedno z pozostałych stanowisk.

Podobnie też rzecz się ma z mniemaniem, iż cnota polega na pełnieniu obowiązku, bo i to mniemanie dotyczy jedynie źródła czyli tak zwanej sankcji prawa moralnego; jego treść zaś, a za tym i właściwa istota cnoty, nie jest przez nie dotknięta, zależy raczej od natury tego, co mamy uważać za obowiązkowe.

Nieco inaczej rzecz się ma z nauką o sumieniu. Lecz co do niej, zdaje się, iż uda nam się wykazać, że ona w gruncie rzeczy zupełnie się zgadza z naszym pojmowaniem. Sądzimy bowiem, że głos sumienia nie jest niczym innym, jak tylko głosem całkowitej osobowości, a jeśli pominiemy sumienie intelektualne i emocjonalne, głosem charakteru. Boć jest rzeczą zupełnie naturalną, że ilekroć pozostajemy pod naporem chwilowej żądzy, równocześnie odzywa się też głos charakteru ogólnego, więc niejako wypadkowa wszystkich pożądań, osadzonych w trwałej treści popędowej. Jeśli więc pójdziemy za tym głosem, to będzie to ten sam wypadek, o którym powiedzieliśmy w poprzedniej części, że energia pożądania może ulec energii charakteru. Oczywista przeto, że gdyby człowiek zawsze szedł za głosem sumienia, jego energia pożądania musiałaby w stosunku do energii charakteru równać się zeru, że on za tym, o ile by chodziło o stronę popędową jego świadomości, nie mógłby być narażony na żadne zło, a więc w naszym rozumieniu byłby człowiekiem zupełnie cnotliwym czyli dobrym. A zatem z tymi, którzy sumienie chcą uczynić normą cnotliwego postępowania, pozostajemy w zupełnej zgodności.

O wymaganiu równowagi stałej, jako normy moralnej

W tym miejscu uważamy za potrzebne wtrącić bliższe wyjaśnienie, o ile nasze wymaganie stałej równowagi osobowości nadaje się na normę moralną (etyczną) w wypadkach praktycznych. Wyjaśnimy to na konkretnym przykładzie, na kwestii zamordowania tyrana, od dawna tylekroć roztrząsanej.

Przypuśćmy, że ktoś przychodzi do mnie i zasięga mojej rady, czy wolno mu przez zamach uwolnić ojczyznę od niesprawiedliwego i okrutnego władcy. Wtenczas ja, zgodnie z wyłożonymi powyżej zasadami, będę się starał wybadać, czy baki czyn byłby zgodny z osobowością tego człowieka, albo czy opierałby się tylko na przemijającym, choćby najmocniejszym, mniemaniu, namiętności lub żądzy, a więc musiałby pociągnąć za sobą prawdziwy uszczerbek dla jogo ducha, pokonanie jego całkowitej osobowości przez pojedyncze fakty świadomości. W celu tego wybadania przemówiłbym do niego mniej więcej tak: „Przyjacielu! Jeśliś mocno przekonany, że owo zamierzone przez ciebie królobójstwo przyniesie pożyteczne i błogie skutki; a dalej, że podczas wykonania tego planu nie znajdziesz się w sprzeczności ze zwyczajnymi swymi uczuciami litości i miłosierdzia; że i po tym ani na chwilę nie będziesz czuł żalu z powodu swego czynu; że po dokonanym czynie bez obawy i z pogodą ducha będziesz mógł zajrzeć w oczy wszelkim jego następstwom, jak śmierć i więzienie; że właśnie i w razie nieudania bez drżenia stawisz czoło wszelkiej grozie; że nareszcie, choćby twój czyn pociągnął za sobą właśnie przeciwne skutki, jak się spodziewałeś, choćby się miał stać powodem do gorszego jeszcze ciemięstwa, że nawet wtenczas bez żalu będziesz w stanie sobie powiedzieć: uczyniłem, co uważałem za najlepsze, reszta nie do mnie należy: jeśliś o tym wszystkim mocno przekonany, a jeśli nadto na podstawie własnego doświadczenia możesz zawierzyć własnemu sądowi o sobie; jeśli przeto ten czyn jest zupełnie zgodny z najgłębszym wnętrzem twej osobowości czyli z twoim sumieniem,  wtedy idź i uczyń bez obawy i z pogodą to, co ci mówi duch, twój duch! – Ja zaś ze swej strony równie bez obawy i z pogodą ducha, jak i ty, udam się do policji i doniosę o tobie, z uwagi, że moim zdaniem królobójstwo nigdy nie osiąga celu, oraz, że tobie, jeśli twój sąd jest prawdziwy, z wszelkich możliwych prześladowań i kar nie urośnie żadne prawdziwe zło“.

Z tego przykładu wynika, jakbyśmy się zachowywali przy ocenie Judzi dorosłych i dojrzałych: zapytalibyśmy się jedynie, czy ten człowiek dorósł pod każdym względem do wysokości swego czynu. Jeśliby zaś wypadało wywrzeć wpływ na ludzi jeszcze nierozwiniętych, wypowiedzieć się, w jakim kierunku należy poprowadzić ducha młodzieży, w tym razie nie moglibyśmy dać innej ogólnej odpowiedzi, jak tylko następującą: Starajcie się tak go wykształcić, aby w jak największej liczbie różnych stosunków życiowych zupełnie dorósł do wysokości jakiego działania, a także był w stanie je wykonać! Starajcie się wytworzyć jakiekolwiek sumienie i zaopatrzyć je w moc zwycięską! Starajcie się zbliżyć go do równowagi stałej, słowem: zróbcie z tego chłopca dobrego człowieka!