O treści „Obrony Sokratesa” cz. 3

Musi być chyba rzeczą bardzo zajmującą przestawać z bohaterami przeszłości, a szczególnie, im także wytykać wysokie mniemanie o swej mądrości, jeśli i oni na nie chorują. A w krainie cieniów ma się przynajmniej ten przywilej, że tam niemożna nikogo skazać na śmierć. A teraz, w ostatnim rozdziale, wyrywa się zasadniczy ton całości jeszcze raz w najdosadniejszych akcentach. W tej ostatniej, rozstrzygającej chwili każe mu Platon wypowiedzieć wyraźnie owo uczucie niezależności, które jakby nić czerwona, wije się przez wszystkie trzy mowy, w następującym zdaniu: „To jedno przecież należy uważać za prawdę: Dla męża dobrego nie istnieje zło, ani za życia, ani po śmierci“.

Nie może to być przypadkiem. Czy Sokrates te słowa wypowiedział rzeczywiście, nie chcemy ani nie możemy rozstrzygać. Lecz że Platon właśnie w tej chwili, najwybitniejszej ze wszystkich, kładzie mu je w usta, to dowodzi niezbicie, że w nich jego zdaniem odsłania się nerw życia osobistości Sokratesa. Nie mamy ani środków, ani prawa do tego, aby chcieć większą okazać bystrość od Platona. A Platon osądził, iż o swym mistrzu ostatnie wypowiedział słowo, kiedy każe mu pożegnać świat tymi słowy: Dla człowieka dobrego nie istnieje zło. Był przekonany, że w tych słowach wyraża się zasadniczy nastrój Sokratesa, a tym zasadniczym nastrojem było więc dla niego – uczucie niezależności!