O treści „Obrony Sokratesa” cz. 2

Kładzie nacisk na tym, że byłby tchórzem, gdyby sprzeniewierzył się temu posłannictwu, z obawy strat i kar, które, być może, tłum uważa za zło, ale nie on. Tłumaczy się z małego swego udziału w sprawach publicznych, a co do charakteru całej swej działalności, powołuje się na świadectwo nie tylko swych uczniów, lecz także starszych ich krewnych. Nareszcie rozwodzi się nad tym dlaczego nie korzysta z przyjętych powszechnie sposobów wzbudzania litości u sędziów.

Po odpowiedzi twierdzącej na pytanie co do winy Sokratesa następuje druga część. Naprzeciw wnioskowi kary śmierci, postawionemu ze strony oskarżycieli, nie może postawić wniosku przeciwnego; boć przecież nie poczuwa się do żadnej winy. Wedle swych zasług musiałby żądać żywienia na koszt publiczny w prytaneum; lecz ulegając namowie przyjaciół, zgadza się na zapłatę drobnej kary pieniężnej.

Przysięgli wydali wyrok śmierci, poczym następuje trzecia część. Sokrates wyrokiem nie jest ani zdumiony, ani wzruszony. Ubolewa tylko nad sędziami, którzy ściągnęli na siebie ciężką winę. Śmierci nie poczytuje za zło. Bo śmierć jest albo zupełnym zanikiem osobistości, a tym samym stanem wiecznego pokoju, godnego pozazdroszczenia, albo też przeniesieniem do państwa podziemnego, a wtenczas rokuje nam niejedną piękną nadzieję.