O treści „Obrony Sokratesa” cz. 1

Treść w krótkich słowach jest następująca: Sokrates odróżnia podwójny szereg punktów oskarżenia. Naprzód uprzedzenia, od dawna przeciw niemu skierowane. Te uprzedzenia zbija: powiada, że wprawdzie uważa za bardzo piękne i pożyteczne zajęcia – badanie przyrody, rozwiązywanie jej zagadek, poprawianie młodzieży, a przy tym jeśli się da, jeszcze i zbieranie pieniędzy; ale niestety, dodaje, tych sztuk jest zupełnie nieświadom, a zadaniem jego było tylko to, iż chciał wykazać, jako i inni, którzy o sobie mniemają, że umieją coś nadzwyczajnego, nie są mędrsi od niego. Boć to przecież Pytja delficka o nim powiedziała, a on sam tego dowiódł w ten sposób, iż wybadawszy mężów stanu, poetów i rzemieślników, wykazał im ich nie wiadomość, a przynajmniej wiedzę niedostateczną. Lecz za to wszyscy teraz na niego powstają i podają go za bezbożnego i wykrętnego nauczyciela mądrości, za to też ściągnęli nań obecny proces. Punkty oskarżenia tego procesu, bezbożność i gorszenie młodzieży, zbija Sokrates najpierw przez rozmowę z głównym oskarżycielem, Mełetosem, pełną dowcipu i ciętości dialektycznej, choć może dla naszego poczucia nie dość niezbitymi dowodami. Teraz następuje przydługie zakończenie. Sokrates z naciskiem jako swe zadanie, poruczone mu przez bogów, wskazuje to, żeby swych współobywateli przekonał o nieuzasadnionej ich zarozumiałości z mniemanej mądrości i cnoty i naprowadził ich na jedyne prawdziwe podstawy dzielności teoretycznej i praktycznej.