O dążeniu do prawdy

Taki jednolity światopogląd, jakiego w powyższym wymagamy, według tego, cośmy przed tym powiedzieli, składa się z pewnej sumy przekonań. Teraz jednak nasuwa się pytanie, czy przypadkiem pewna określona właściwość tych pojedynczych przekonań i owego jednolitego światopoglądu nie sprzyja bardziej od innych stałej równowadze umysłowości; innymi słowy, czy ich treść nie wpływa na paidię. A tu od razu narzuca się następująca uwaga. Przekonania, w każdej chwili wystawione na niebezpieczeństwo, iż mogą być zachwiane przez nowe wrażenia, żadną miarą nie mogą sprzyjać stanowi równowagi stałej, który właśnie tym się wyróżnia, że nowe wrażenia , nie zmieniając dawnych, z niemi się wiążą. Takimi zaś przekonaniami są wszystkie błędne mniemania. O prawdzie zaś na odwrót na pewno twierdzić można, iż z nowymi doświadczeniami nigdy nie może być w sprzeczności, (chyba pozornie). Gdyby za tym było rzeczą możliwą posiadać całą i zupełną prawdę o wszystkich rzeczach, to właściwie już przez to samo zapewnione byłoby zupełne zrównoważenie umysłowości. Lecz co najmniej zdaje się stąd wynikać postulat, żeby każdy, ktokolwiek chce się zbliżyć do paidii, ustawicznie dążył do prawdy, jeśli i o ile ona w ogóle dla nas jest dostępna. O tym ostatnim przypuszczeniu w tym miejscu dodamy kilka uwag.

Kiedy zwracamy uwagę na różne stopnie rozwoju istot organicznych, to spostrzegamy, że organa (narządy), służące do postrzegania świata zewnętrznego, coraz to stają się bardziej rozwinięte i skomplikowane, im bardziej się zbliżamy do form najwyższych; z tego wnioskujemy, że również i ich wyobrażenia o nim coraz to bogaciej są ukształtowane. Równocześnie jednak spostrzegamy, że i czynności tych istot stają się coraz to bardziej urozmaicone i skomplikowane, a mimo to wcale nie gorzej osiągają cele, dla których się odbywają. To istotne zjawisko możemy znów uważać za pewnego rodzaju sprawdzian praktyczny co do zgodności owych wyobrażeń z rzeczywistą przyrodą rzeczy; boć oczywista, że jeśli jaka istota postępuje na podstawie swych wyobrażeń o świecie, a po tym rezultaty tego postępowania zgadzają się z oczekiwaniem tej samej istoty, że wtedy pomiędzy tymi wyobrażeniami a rzeczywistym stanem rzeczy zewnętrznych istnieć musi co najmniej pewna zgodność, pewien paralelizm czyli analogia. Ze zaś, jak widzieliśmy, w miarę jak wstępujemy coraz wyżej po drabinie istot organicznych, te równoległe czyli analogiczne wyobrażenia i czynności coraz to bardziej się urozmaicają, dochodzimy stąd do wniosku, iż w tym samym stosunku zgodność pomiędzy wyobrażeniami a rzeczami coraz to szerszy obejmować musi zakres, a więc wzrasta, tj. że się odbywa coraz to większe zbliżanie się do prawdy. Dochodzimy więc, pomijając zupełnie wszelkie czysto teoretyczno-poznawcze roztrząsania i wątpliwości, do tego rezultatu, że prawda do pewnego stopnia dla nas jest dostępna, czyli, co na jedno wychodzi, że oznacza ona tylko idealną wartość krańcową naszego, stale udoskonalającego się poznania. A zatem i powyższe nasze przypuszczenie stwierdza się do pewnego stopnia, i zamykając rzecz, możemy postawić postulat, że człowiek powinien ustawicznie dążyć do owego, dostępnego nam stopnia prawdy, czyli do najwyższej miary poznania ludzkiego żywiąc równocześnie nadzieję, iż właśnie przez to dążenie w przyszłości jeszcze bardziej zdołamy się zbliżyć do prawdy, iż i tę najwyższą miarę z czasem jeszcze uda się nam podwyższyć.