Czym jest współczucie?

Ależ to tylko nieporozumienie! powiedzą nam teraz inni myśliciele. Któż bowiem wymaga, żeby jednostka swą skończoną jaźń, swoje sumienie poświęcała społeczeństwu? My tylko żądamy, żeby wewnętrzna istota człowieka usposabiała go przychylnie względem wymagań ogółu, żeby własne jego sumienie go skłaniało do spełniania tego, czego społeczeństwo po nim wysmaga. Twierdzimy, że należy wpływać na młodzież, usposabiać ją do współczucia i bezinteresowności. Tym sposobem cały ów spór sam przez się upadnie. Jeśli jednostka w pierwszym rzędzie dążyć będzie nie do własnego dobra, lecz do dobra innych, wtedy wy7maganie wewnętrznej równowagi przedziwnie zgadzać się będzie z popieraniem dobra ogólnego. Żądamy więc tylko, żeby wpajać w człowieka uczucia i popędy altruistyczne i z nich wytwarzać przeważający pierwiastek jego uczuciowości i charakteru. Skoro nakaz „Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego“ należycie będzie weń wpojony, wtedy przeciw wewnętrznej równowadze nic nie będziemy mieli do nadmienienia.

Tę pięknie brzmiącą próbę upiększenia rzeczy musimy odrzucić. Prawda, człowiek powinien mieć współczucie, powinien mieć także i współczucie; również i współczucie powinien poznać. Lecz zaprzeczamy temu, jakoby dowiedziona była konieczność, aby przede wszystkimi w pierwszym rzędzie miał współczucie.

Bo i cóż to właściwie współczucie? Jest to, że użyjemy trafnego określenia jednego z nowszych filozofów, popęd stadowy w jednostce. To znaczy: jak ludzie dążą do samozachowania, do jedzenia i picia, ponieważ według mądrego prawa przyrody takie istoty, które nie dążą do samozachowania, muszą zaginąć i przez to swych popędów, przeciwnych naturze, nie mogą przekazać potomstwu; jak ludzie dążą do zachowania gatunku, do rozmnażania się i płodzenia, ponieważ takie istoty, które nie dążą do zachowania gatunku, nie mogą się rozmnażać i przez to swych popędów, przeciwnych naturze, nie mogą przekazać potomstwu: podobnież mają też i współczucie, ponieważ człowiek, jako istota społeczna, nie może żyć bez innych ludzi, a tacy ludzie, którzy by nie znali współczucia, byliby zgnieceni i zniweczeni przez społeczeństwo i w ten sposób nie mogliby swych popędów, przeciwnych naturze, przekazać potomstwu. Współczucie jest więc popędem naturalnym, zupełnie tak samo, jak głód i miłość. Lecz z tego nie wynika, żeby człowiek przede wszystkim i w pierwszym rzędzie powinien był mieć współczucie; oraz, żeby współczucia nigdy nie mogło być zanadto; owszem, może go być zanadto, podobnie jak głodu i miłości. Współczucie i bezinteresowność nie posiadają za tym żadnego szczególnego przywileju przed wszystkimi innymi uczuciami i pożądaniami, lecz są równowartościowe części składowe ducha i nie powinny przekraczać wytkniętych im granic.

Jeśli zaś ktoś się zapyta, jak silne ma być współczucie, w jakiej ilości dopuszczamy je dla zrównoważonej osobowości, to odpowiadamy: nie łamcie sobie głowy nad rzeczami, które przyroda sama przez się o wiele lepiej doprowadzi do porządku. Ona to skaże na zagładę wszystkich tych, którzy . współczucie posiadać będą w stopniu niższym od tego, jaki jest człowiekowi potrzebny, aby nie być zdruzgotanym w walce z tłumem; ona również wszystkich tych przyprawi o zgubę, którzy je posiadać będą w stopniu wyższym od tego, jaki jest potrzebny, żeby się nie zmarnować na usługach tłumu. Tak z biegiem czasu pozwoli przetrwać tylko takiemu stopniowi współczucia, który odpowiadać będzie prawdziwej harmonii interesów pomiędzy jednostką a społeczeństwem, zupełnie tak samo, jak to czyni i czynić będzie z wszelkimi innymi mniemaniami, nastrojami i popędami.

A po największej części ta harmonia interesów już dzisiaj znajduje swój wyraz w stosunkach faktycznych. Albowiem przeważna część czynności ludzkich odpowiada zarówno własnemu pożytkowi, jak pożytkowi ogółu. Niedorzeczne byłoby pytanie: czy oracz orze dla siebie czy dla innych? Boć oczywiście orze dla siebie i dla innych! Każdy zawód opiera się na fakcie, że można połączyć pożytek własny i korzyść innych ludzi. Tylko marzyciele mogą mniemać, że człowiek bliźnim swym przynosi pożytek, kiedy zaniedbuje swe własne interesy i sprawy,  tylko oni przeto mogą głosić i nakazywać jako ideał – powszechne poświęcenie siebie samego, a za tym masowe wytępianie ludzkości. Każdy zaś człowiek trzeźwy uznać musi, że życie nie składa się z wypadków’ szkolarskich, podobnych do owego wypadku dwóch tonących, którzy mają czy chcą się nawzajem ratować; a gdzie by rzeczy wiście podobna sprzeczność interesów się znalazła, tam człowiek trzeźwy nie będzie dążył do poświęcenia jednej strony, ale do usunięcia stosunków, które tę sprzeczność wywołały. Podczas gdy marzyciele się sprzeczają, który z dwóch tonących deskę zbawienia powinien oddać drugiemu, człowiek rozsądny będzie się starał o ulepszenie budowy okrętów, o zaopatrzenie ich w czółna i pasy ratunkowe. Podczas gdy tamci głoszą dobrowolne ubóstwo, ten będzie dążył do takiego polepszenia stosunków ekonomicznych, żeby różnica między bogaczem a ubogim zniknęła.

Te uwagi również wykazują, iż roztrząsane powyżej przeciwieństwo między jednostką a ogółem w praktyce o wiele mniejszą odgrywa rolę, niż w teorii; iż w rzeczywistości bynajmniej nie jesteśmy postawieni wobec wyboru pomiędzy ideałem doskonałego współczucia a ideałem zupełnego braku współczucia; iż przyszły rozwój ludzkości dojść nie może i nie dojdzie ani do ostatecznego zwycięstwa tłumu nad jednostką, ani do ostatecznego zwycięstwa jednostki nad tłumem; że raczej wytworzy się miara pośrednia, odpowiednia do stosunków faktycznych i do wytworzonej przez nie wspólności interesów obydwu stron, a przez to całą sprzeczność naprzód ograniczać będzie do coraz to ciaśniejszych zakresów, a nareszcie zupełnie pogodzi.

Ale wszystkie te dalsze kwestie nic nie obchodzą człowieka takiego, jakim jest i jakim przyroda go wytworzyła. Te kwestie ureguluje w cichości i nieznacznie sama przez się (automatycznie) – przyroda, która nie pisze książek, ani nie zajmuje katedr uniwersyteckich. Osobnik zaś ma tylko to jedno zadanie: doprowadzenie do równowagi siebie samego, takim, jakim jest, żeby był na swój sposób, zgodnie z sobą dobrym człowiekiem. Bo gdyby wszyscy spełnili to zadanie, wtedy przyroda do wielkiego swego dzieła doboru znalazłaby same duchy dorodne, same przez się żywotne. Dlatego powinno to być najwyższym dążeniem każdej jednostki, żeby do tej wielkiej przyszłości przygotować się w właściwy sobie sposób: z tego zapasu przyroda po tym wybierze najzdatniejszych, najlepszych, a z nich zbuduje gmach przyszłości. Tej nadziei, że jego wybierze przyroda, że na nim spocznie jej przyjazne spojrzenie, niech każdy poświęci swoją całą, pełną osobowość. Kto zaś nic nie chce stracić, ten też nic nie zyska.