Czy zniweczenie jest złem?

Zupełnym zniweczeniem osobowości jest śmierć. Że zaś śmierć nie jest złem, to Sokrates za nas wykazał, albo przynajmniej podał co do tego rozstrzygające powody. Bo suchy dowód teoretyczny moglibyśmy chyba i bez niego przeprowadzić. Moglibyśmy mniej więcej powtórzyć, że zło można sobie wyobrazić tylko jako uszczerbek, a uszczerbek tylko jako zmianę. Boć przecie coś musi ponieść uszczerbek, jeśli w ogóle o uszczerbku ma być mowa. A pojęcie uszczerbku wymaga przecież, żeby to, co go poniosło, także po tym uszczerbku jeszcze istniało. Zupełne zaś zniweczenie wyklucza dalszą egzystencję, brak w nim więc przedmiotu poszkodowanego; a za tym zupełne zniweczenie nie jest uszczerbkiem, a więc nie jest też złem. Za tym też śmierć, jako zupełne zniweczenie osobowości, złem być nie może.

Bez wątpienia jednak takie wnioskowanie przezwano by pustą grą wyrazów, gdyby Sokrates nie był nam wskazał na paralelę, z której widzimy’’, iż my wszyscy w praktyce też tak wnioskujemy, jak ów dowód teoretyczny wymaga, jeśliśmy tylko niezbałamuceni przesądami, które rzecz gmatwają. Tą paralelą jest sen bez snów. Nikt nie uważa go za zło, a jednak jest on chwilowym zniweczeniem osobowości, boć jest nawet chwilowym zniweczeniem świadomości. Wszyscy zaś sen nazywają dobrem. O ile więc większym dobrem, powiada Sokrates w „Obronie”, musi być dopiero śmierć, która trwa o tyle dłużej? A choćby i nie to, to jednak przez to porównanie przynajmniej tyle dowiódł, że śmierć nie jest złem. My przynajmniej nie rozumiemy, w jaki sposób ktoś mógłby odeprzeć ten zgodny wynik teorii i praktyki. Bo o tym chyba i mówić nie trzeba, że cierpienia, towarzyszące śmierci, a więc bóle przed śmiercią i bóle śmierci, są faktami świadomości, a więc należą nie do ilościowych, lecz do jakościowych zmian ducha, a za tym w ocenie śmierci jako takiej zgoła nie mogą wchodzić w rachubę.

Trudniejszą zdaje się być sprawa ze zniweczeniem częściowym, jakie napotykamy szczególnie w nieuleczalnej chorobie umysłowej, np. w zidioceniu. Tutaj bowiem przedmiot, ponoszący uszczerbek, zdaje się trwać w dalszym ciągu. Ale i tu właściwą drogę wskazuje nam bardzo bliska paralela. Taką paralelą są marzenia senne. W nich chwilowo napotykamy wszystkie owe zmiany osobowości, które jako trwałe widzimy w chorobie umysłowej: rozdwojenie świadomości, ogromne cofnięcie się zdolności, ustąpienie wszelkich hamulców itp. A jednak nikt marzeń sennych jako takich nie uważa za zło. W tym coś jest. Istotnie, teoretyczne wyjaśnienie nietrudno znaleźć. O częściowym zniweczeniu również można powiedzieć, że to, co jest zniweczone, już nie istnieje, a za tym nie może ponosić dalszego uszczerbku, to zaś, co jeszcze istnieje, a za tym może ponieść uszczerbek, jeszcze nie jest zniweczone. Gdyby zaś kto i tutaj chciał zwrócić uwagę na samo cierpienie zniweczenia, jako na właściwe zło, to znowu wkroczyłby na inną dziedzinę; boć cierpienia nie można by żadną miarą zaliczyć do uszczerbków ilościowych, lecz co najwyżej do jakościowych, a więc do takich, które otrzymujemy za pośrednictwem faktów świadomości; o tych zaś dopiero później pomówimy. Wszak potwierdzenie tego widzimy i w wypadku choroby umysłowej; prosty zanik siły umysłowej dla chorego nie jest złem; jako takie uchodzą raczej zwykle tak zwane „momenty jasne“; w nich zaś to, co sprawia boleść, jest właśnie faktem świadomości, mianowicie spostrzeżenie upadku umysłowego; a do tego faktu naturalnie stosuje się to samo, co do każdego faktu świadomości.

Stwierdziliśmy więc, że zło nie może wprost polegać na zniweczeniu jako takim, lecz tylko na zmianie osobowości. A jak osobowość się zachowuje wobec takiego prawdziwego zła, oraz, czy istnieje taki stan ducha, w którym ten duch zupełnie jest od niego wolny, to będzie przedmiotem następującego badania.